Wieczorny monolog – składanka słowna
Wieczorny monolog
O czym chcę powiedzieć, kiedy zmrok zapada?
Może o tym, co kawka w kominie dziś gada,
Albo o muralu na wieżowca ścianie,
Który widzę rankiem, gdy wcinam śniadanie?
O cieniu rzucanym przez obłok na ziemię
I zimie, co śmietnik w białą zaspę zmienia,
Kiedy tylko śniegiem sypnie prosto w oczy,
O leśnym strumieniu bajkowo uroczym…
Lecz poczekaj chwilę, telefon zadzwonił,
Zabierz sok z porzeczki szybko z mojej dłoni,
Muszę go odebrać, choć cierpną paznokcie
Wiem, że to uczucie też jest ci nieobce…
Gdy będę rozmawiać, popatrz na ulicę,
Zobaczysz tam ludzi o przekornych licach,
Wszyscy mają chusty i buty podkute,
Przecież za oknami wciąż króluje luty.
Idą ramię w ramię, sławiąc integrację,
Jest w ich postulatach wielka doza racji,
Razem zawsze łatwiej, sam wiesz dobrze o tym,
Gdy ktoś ci pomaga, znikają kłopoty.
Zastanów się także, co chcesz dziś usłyszeć,
Żeby precz odgonić krępującą ciszę,
Bo różnym tematom zawsze jestem rada,
Chętnie je podejmę, kiedy zmrok zapada.
Wiersz powstał z przypadkowo rzuconych słów: chusta komin telefon ulica mural cień porzeczka leśny śmietnik buty ramię obłok integracja paznokieć.
