Turkuć podjadek
Turkuć podjadek
W mrocznej piwnicy, w cieniu brudnej ściany,
Turkuć podjadek błąkał się od rana.
Zagubił gdzieś norkę, omdlewał z udręki,
Aż nagle usłyszał kroków śpiesznych dźwięki.
Przez piwnicę człowiek energicznie sunął,
Turkuć w panice w jego stronę frunął,
Mężczyzna się uchylił, daję na to słowo,
A owad z furkotem przemknął mu na głową.
Po dwóch dniach od owej pełnej wrażeń nocy,
Gdy turkuć znienacka atakiem zaskoczył,
Człowiek znów progi piwnicy przekroczył,
Gdzie ujrzał widok, wcale nie uroczy.
Na zimnej posadzce, w kąciku przy ścianie,
Leżał martwy owad , ze skrzydłem złamanym,
Życie ze stworzonka w niebyt uleciało,
Brudne pajęczyny oplotły mu ciało.
Mężczyzna przyklęknął, podniósł go z podłogi,
Wzruszony wspomnieniem niedawnej przygody,
Zasuszył owada, trochę z sentymentu,
I ma go aż do dzisiaj dla wiecznej pamięci.

