Braciszek z Asyżu
Braciszek z Asyżu
W cieniu murów włoskiego miasteczka,
Szedł człowiek z sercem w miłość bogatym.
Porzucił splendory, w jaskini zamieszkał,
W szacie eremity powędrował światem.
Bratem nazwał słońce, które ciepłem darzy,
Siostrą wodę czystą, płynącą ze wzgórz.
Rozmawiał z wilkiem, ziejącym grozą w twarz,
A on u stóp mu zasnął, z łap swych strzepując kurz.
Do ptaków wznosił dłonie, gdy pieśń w niebo leciała,
Uczył, że wszystkie stworzenia to wielka rodzina,
W ubóstwie jego dusza radośnie śpiewała,
Dobroć zaś, którą zasiał, kiełkować wciąż zaczyna.
O, święty z małej Porcjunkuli, naucz mnie patrzeć na świat,
Daj odnaleźć tę wiary prostotę, tu chylę swą skroń,
Gdzie ludzie są przyjaciółmi, a każdy zwierz to brat
I która zamiast kamienia, podaje bliźniemu dłoń.

